W szufladzie mam maleńką szkatułkę, w której trzymam złote pierścionki - moje, po babci i po mamie.
Pierścionków jest 11: większe, mniejsze, z oczkiem, bez - do wyboru do koloru.
Wczoraj wieczorem w rozmowie z Kreseczką jakoś zeszło na pierścionki (bo Kreseczka w przeciwieństwie do mnie bardzo lubi mieć na palcach metale szlachetne), więc postanowiłam pokazać córce czym w tej kwestii dysponuję.
W ciągu kilku sekund wyciągnęła dwa złote kółeczka stwierdzając: ZDECYDOWANIE TE!
Pierwszym była obrączka mojej mamy.
Drugim - jej ukochany pierścionek z maleńkim brylancikiem.
Tylko tych dwóch NIGDY nie zdejmowała.
Poczułam jak zalewa mnie fala ciepła i uśmiechnęłam się tajemniczo.
Chwilę później wytłumaczyłam jej swoją reakcję, co wywołało lekką konsternację na jej twarzy.
Obie pomyślałyśmy o mnichach buddyjskich.
COŚ się stało. COŚ poczułyśmy. Tylko trudno to ubrać w słowa...
:)))
skomentuj (0)
2012-05-21 08:42:26
Norrrrrmalnie nie mam ;)
Zdecydowanie BARDZO sobie wzięłam do serca Gajowe mądre rady na temat współistnienia z Miśkami i zaczęłam sobie organizować czas w sposób nie wymagający ich obecności.
Coraz więcej tańczę (zajęcia już mam 2 razy w tygodniu)
coraz chętniej się komunikuję z bardzo-fajnymi-ludźmi (naprawdę udało mi się skompletować świetną mafijną rodzinę)
coraz lepiej walczę (Mafia rules! Jesteśmy już na 3 miejscu w Europie ;P)
coraz częściej czytam (akurat przy trylogii Larssona to żadna sztuka)
a przez to coraz rzadziej się ścinamy w stadzie ;P
A że nie ma nic darmo, to i coraz rzadziej sprzątam, piorę i gotuję.
Zgadnijcie komu to najbardziej przeszkadza?
Oczywiście że mi! W końcu jak to świadczy o mnie jako o gospodyni ?
No ale cóż... nie można mieć wszystkiego ;PPP
skomentuj (0)
2012-05-15 19:30:32
z porannego wywiadu z Doradcą Prezydenta w Trójce:
"Można konia doprowadzić do wodopoju, ale nie można go zmusić do tego, żeby pił."
Jak zwykle odcinam politykę pozostawiajac czystą mądrość tych słów.
skomentuj (0)
2012-05-08 11:24:41
Uderzyło mnie wczoraj pewne - dość nowe dla mnie - spostrzeżenie.
Że etapy życia są jak... lustro.
Najpierw jest się dzieckiem, później przechodzi się w etap matki - TAFLA - nie wiedzieć kiedy stajesz się matką własnych rodziców, a na koniec znów jesteś zależny i coraz bardziej niesamodzielny jak dziecko.
Oczywiście nie u wszystkich, nie zawsze wszystkie etapy występują, ale jeśli się żyje wystarczająco długo (i w miarę "normalnie") to można przejść przez wszystkie.
Jestem w tafli, ale coraz częściej dociera do mnie zapach powietrza z drugiej strony.
Czy się boję? Nie.
Ale skłamałabym, że myśl o zmianie strony jest dla mnie czymś lekkim (zwłaszcza gdy ma się niezależną naturę i nie zawsze cierpliwy temperament).
Powoli czas się oswajać z tematem.
OSWAJANIE SIĘ - cóż za cudowna zdolność psychiki :)))
Pomoc, z której tak niewielu z nas chce korzystać.
A przecież ucieczka zamydla oczy na tak krótko...
Zawsze wolałam to, co trwalsze ;P
skomentuj (0)
2012-05-08 09:57:42
po przeczytaniu Kummera i telefonie wykonanym do US.
MAM MYŚLEĆ POZYTYWNIE.
Afirmacja: Ale super, że dostanę zwrot na dniach!!!
Bo go dostanę.
I zdążę przed osiemnastym wszystko pozałatwiać tak jak chcę :D
Trudne to - zwłaszcza, że nikt nic nie wie (poza tym, że wniosek był złożony na początku marca i jest przyjęty przez system jako poprawny).
... Nie jest jeszcze zaakceptowany proszę pani... Naprawdę nie wiem dlaczego ani kiedy będzie... Mamy trzy miesiące... Proszę czekać...
Niech Wam będzie - zaczekam te DWA dni :)))
skomentuj (0)
2012-05-07 15:22:57
W sobotę popołudniu zaczęłam (wreszcie) MILLENIUM.
Biorąc pod uwagę fakt, że pełnia nie dała mi spać z soboty na niedzielę i się przewracałam w łóżku chyba do 3:00, wczoraj miałam dyżur od 5:30, coby dopilnować pięknego księżyca w chwili X i już nie mogłam zasnąć, a dziś rano normalnie zaczęłam tydzień pracy - to NIE BYŁO MĄDRE POSUNIĘCIE.
Ledwo siedzę, powieki mi się otwierają na kilka milimetrów, a Kalle Blomkvist właśnie znalazł kobietę, która robiła TE zdjęcia.
Czujecie klimat?
:)))
skomentuj (2)
2012-05-07 08:17:11
Nie piszę, bo czuję, że nie chcę opowiadać (nie, żeby nie było o czym).
Nie wychodzę z domu, bo za gorąco (dziś akurat jestem w pracy, więc mam inne warunki brzegowe).
Nie wydaję pieniędzy, bo... (dziękuję Bogu za to, że oddziela mnie-rozum od wydarzeń na tyle skutecznie, żeby zachować spokój i dystans).
Czytam Kummera.
Oglądam przesadzony czarny bez.
Rozważam i analizuję.
Bawię się w chowanego na przemian z obnażaniem do głębi.
Robiąc co chcę degustuję swoje życie ograniczone do kilku osób i kilku metrów (fakt - z ogrodem kilkuset).
I tylko co jakiś czas zastanawiam się SKĄD WE MNIE TYLE SPRZECZNOŚCI???
I jak mam je ze sobą pogodzić?
Zwłaszcza, że wiosna jest dla mnie jedną, wielką, energetyzującą pokusą.
?????????
Nic to Baśka.
Znajdziesz sposób i czas - znam cię, to wiem :P
By the way:
Jakby nas i kotów było mało - w naszym pokoju zamieszkał trzmiel.
Nigdy wcześniej nie mieliśmy takiego lokatora (ba! nawet w ogrodzie nie widziałam trzmieli), ale w tym roku - nie wiedzieć dlaczego ani SKĄD - nasz/nasza Ozzy postanowił/a się do nas wprowadzić.
Wlatuje i wylatuje kilka razy dziennie.
Jak nie daje rady się przedostać przez zasuniętą firankę, to się zaczyna awanturować (czytajcie: intensywniej brzęczeć).
A wieczorem, gdy za oknem robi się ciemno i chłodno przelatuje przez pokój kierując się ku kącikowi, w którym stoi Miśkowe łóżko do masażu, ląduje w okolicy fotela bujanego i piechotą udaje się w bliżej nam nieznanym kierunku na spoczynek.
No i tak sobie żyjemy.
skomentuj (0)
2012-05-04 13:51:31
Nie ma to jak od rana być świadkiem kilku kłótni :(
Atmosfera zrobiła się gęsta i już czuję, że mi poziom optymizmu opada.
Coraz częściej myślę o tym jak innym byłoby moje życie gdyby moja praca nie była (pośrednio) uzależniona od wzajemnych relacji kilkudziesięciu osób, a jedynie ode mnie, relacji pomiędzy mną a konkretną osobą, decyzji 1:1, przyrody i losu.
Bo dla mnie LOS oznacza siłę wyższą, niemożność wynikającą z obowiązujących przepisów prawnych lub ograniczeń naturalnych a nie fochy i humory kogoś na jakimśtam szczeblu BO TAK.
Tak, wiem - to nie jest właściwa definicja losu, ale jakoś nie umiem traktować ludzkiego widzimisię (wynikającego z wolnej woli) jako siłę wyższą.
Nie godzę się z takimi ograniczeniami i nie poddaję bez walki.
A wiem już, że los działa i poprzez takie sytuacje.
Kolejny temat do przerobienia.....
POKORA wobec ludzkich niedoskonałości.
Łoooooooooooooooooooooooj - będzie ciężko :)
skomentuj (0)
2012-04-27 09:54:03
Trudne tematy co jakiś czas poruszam z Kreseczką i z samą sobą.
Nie lubię udawać, że nie słyszę ani nie widzę czyjegoś smutku i strachu o zdrowie lub życie kogoś z najbliższych :(
One są.
I nawet jeśli TYM RAZEM to nie dotyczy bezpośrednio mnie - mam świadomość, że wcześniej czy później i na mnie przyjdzie czas.
Dlatego uczę się rozmawiać z bólem, który nadejdzie.
Uczę się wytrzymywać jego spojrzenie i wiecie co?
Im dłużej mi się udaje - tym bardziej zaczynam pojmować jego naturę, a im bardziej pojmuję jego naturę - tym bardziej to spojrzenie łagodnieje.
To już nie jest potwór, który chce mi odebrać siły witalne i chęć życia - to zmęczona brakiem zrozumienia Matka Natura, która musi wytrwać na stanowisku, choć wszyscy ją przeklinają i odpychają.
Matka nie krzyczy "ZDECHNIJ!", nie straszy "UMIERAJ" - ona szepcze "ZAŚNIJ KOCHANIE. JUŻ CZAS".
I ona WIE dlaczego TEN "czas" jest najbardziej właściwym czasem, tak jak wie to jej Stwórca.
Tak naprawdę różni nas tylko zrozumienie DLACZEGO AKURAT TERAZ, a nie za 10, 50, 80 lat???
Dlaczego nie wtedy kiedy MY byśmy chcieli, albo byli gotowi?
Pierwszy raz otarłam się o to zrozumienie kilka tygodni po śmierci mamy.
Siedziałam w szpitalu czekając na koleżankę kiedy zobaczyłam staruszkę wyraźnie dotkniętą demencją.
Patrzyłam na nią, na to co robi i pomyślałam z ulgą "Dziękuję Ci Boże, że dałeś mi zapamiętać moją mamę tak pięknie!"
Bo to jest NAJCENNIEJSZY SKARB!
Przynajmniej dla mnie.
Nigdy nie pisałam Wam o mojej babci Feli.
Nie pisałam, bo jej śmierć była trzecia w kolejności (po babuni Zosi i dziadku), a ze względu na stan psychiczny mojej babci była dla mnie na swój sposób najbardziej traumatyczna.
Babcia Fela była umieraniem.
Miałam 11 lat, a ona miała Alzheimera.
Patrzyłam jak traci pamięć, godność i osobowość.
Patrzyłam jak znika, a w jej miejsce wchodzi śmierdząca chowanymi w różnych miejscach lub wysmarowana ekskrementami staruszka o szalonym spojrzeniu coraz bardziej wyblakłych oczu (do dziś odrzuca mnie od szalonych spojrzeń Jacka Nicholsona i jemu podobnych).
Z punktu widzenia ówczesnego dziecka przez zbyt-wiele-miesięcy żyliśmy z kobietą, która widziała w nas jedynie morderców (ilekroć mama próbowała ją myć albo ulżyć w potrzebach fizjologicznych), trucicieli (kiedy mama stawała na głowie, żeby babcia cokolwiek jadła i zimą załatwiała spod ziemi truskawki), więzicieli (permanentnie próbowała uciekać "do domu" więc trzeba było w drzwiach wejściowych zamontować skomplikowane zamki, żeby nie umiała ich otworzyć) - widziała w nas obce potwory, które istnieją tylko po to by się nad nią znęcać.
Żadnych wspólnych pogawędek, uśmiechów, żadnego przytulenia.
Pamiętam tylko jej krzyki, smród, wysuszone niejedzeniem ciało i to nieobecne spojrzenie.
Była taka silna... oblepione zmarszczkami kości, które z taką siłą się szarpały, odpychały, zapierały, że aż trudno uwierzyć :(
Całą sobą broniła się przed jakąkolwiek pomocą jednocześnie wrzeszcząc, zeby jej udzielić.
Taką ją zapamiętałam.
Minęło -dzieści lat, a ja wciąż na hasło "babcia Fela" nie umiem sobie przypomnieć o niej nic ciepłego, tylko mam przed oczami piekło tamtych miesięcy.
A zapytajcie mnie o mamę....
Mogłabym godzinami opowiadać o tym jaka była wspaniała, jak dzielna, jak mądra, jak wytrzymała, jak pogodna, jak życzliwa ludziom - chyba bez końca mogłabym o niej opowiadać z radością i dumą :)))
Patrząc na tamtą staruszkę w szpitalu podziękowałam Bogu za to, że mi zostawił właśnie takie wspomnienia o mamie.
Bo śmierć jest pisana każdemu z nas, cieleśnie żyjemy ledwie chwilę, a później żyją o nas wspomnienia.
Wspomnienia, które zachowują o nas inni i które później przekazują z pokolenia na pokolenie.
Wspomnienia, które podsumowują nasze życie na tej Ziemi i włączają nasz dawny byt w strumień zawsze żywego ISTNIENIA.
Jeśli są piękne - możemy się nimi otulać i możemy się nimi ogrzewać tak jakby to robili ci, których wspominamy.
Dzięki dobrym wspomnieniom możemy z radością kontynuować dzieło tych, których kochaliśmy i nasza miłość jest wciąż żywa :)
Gdyby w to miejsce pozostały nam wspomnienia odarte z piękna i miłości, a pełne bólu, smutku, wymęczenia i lęku - żylibyśmy w ciągłej rozpaczy , przerażeniu, zdegustowaniu i wycofaniu, a uczucie, które by zmarli nam po sobie pozostawili stałoby się żywym koszmarem :(
Czy warto za TAKĄ cenę życzyć sobie, by nasi ukochani żyli dłużej?
Ja już wiem, że nie.
Wiem, bo widziałam możliwą przyszłość mojej mamy i wiem, że z tej perspektywy jej odejście w tym momencie, w którym nastąpiło było dla mnie błogosławieństwem.
Nie żałuję, że nie widziała Kreseczki - bo wiem i czuję, że ją widzi :)
Nie żałuję, że mi przy niej nie pomagała, bo wiem i czuję, że mi wciąż pomaga :)
Chcę i dzięki pięknym wspomnieniom mogę ją wciąż tak samo mocno kochać - dlatego żyje we mnie, przy mnie i przeze mnie :D
Owoc rodzi owoc, więc OWOC wciąż istnieje.
Dlatego "miłość jest silniejsza niż śmierć" :)))
A ciężko jest kochać kogoś, kto na naszych oczach traci godność i całe człowieczeństwo przestając być KIMŚ...
Umrzeć za życia, umrzeć psychicznie - to jest przerażająca śmierć.
Ta druga jest łagodna jak matka.
I tak jak matka - prawie nigdy nie potrafi nam, głupiutkim dzieciom, wytłumaczyć czego swoją interwencją nam oszczędziła.
My widzimy tylko jak bardzo nas krzywdzi - z taką samą ignorancją uznając, że śmierć ciała jest końcem wszystkiego.
A NIE JEST...
skomentuj (0)
2012-04-26 11:51:59
Poranny spacer ze słuchawkami na uszach (wyjątkowo) przypomniał mi, że jeśli chodzi o relacje to:
"(...) I know how it hurts
When you lose the one you wanted
'Cause he's taking you for granted
And everything you had got destroyed(...)"
Beyonce "If I were a boy"
Na szczęście zmienia mi się środek ciężkości i ogniskowa i perspektywa i jakoś wszystko boli coraz mniej, a coraz bardziej motywuje do kolejnych zmian.
skomentuj (0)
2012-04-25 08:03:28
|